Kochany Danielku,
Nie wiem tak na prawdę czy robię słusznie pisząc dzisiaj, tutaj, o tym co się stało dzisiaj w szkole. O tym, jak postanowiłeś skwitować moją próbę rozmowy niegrzecznym „Nie znam pana!… Niech mnie Pan zostawi mnie w spokoju!”. Czy tak odnosisz się do wszystkich ludzi, których nie znasz? Czy braku szacunku dla ojca nauczył ciebie ks. Tadeusz, mama czy ciocia Kasia? Chodzenie do Kościoła i przyjmowanie Komunii Św. nie jest sztuką teatralną. Być może twoje słabe stopnie z przedmiotu religii mówi dużo na temat twojego niedorosłego podejścia do spraw wiary. Być może zapomniałeś lub nie nauczyłeś się o warunkach dobrej spowiedzi świętej, ale jednym z nich (piąte dla przypomnienia) JEST „Zadośćuczynienie Panu Bogu i bliźniemu.”. Tak dużo ludzi również o nim zapomnina i beztrosko przyjmuje ten święty sakrament. Pan Bóg brzydzi się hipokryzją ludzi, którzy grzeszą licząc na jego przebaczenie, a nie oferując w zamian pokory, szczerości i postanowienia POPRAWY. Tak jak już wcześniej pisałem -moralność i honor jest czymś czego nam nikt inny nie jest w stanie zabrać; jedynie my sami świadomie z nich rezygnujemy. Wybacz, że tak prosto z mostu i bez ogródek do Was mówię, ale jak widać inni ludzie odpowiedzialni za wasze losy nie potrafili lub nie chcieli tego uczynić, a czas jest najwyższy.
Smutne to i tragiczne, że przez cały czas siedząc 3 rzędy przede mną nie odwróciłeś się ani razu (mimo licznych zaczepek twoich kolegów i koleżanek). Jedyną pamiątką po wieloletnich staraniach zobaczenia Ciebie pozostało mi następne żałosne zdjęcie. Szkoda, bo przecież okazja była by się radować i świętować koniec następnego roku szkolnego.
Czy zdajesz sobie sprawę z tego, że dzisiaj po raz pierwszy widziałem ciebie od ponad 7 lat i nie dlatego bym nie starał się Ciebie znaleźć? Czy zdajesz sobie sprawę, że przez całą mszę świętą nie miałem pojęcia, że Ty nawet brałeś udział w podziękowaniu za rok szkolny? Czy to nie jest dla Ciebie smutne? Zdaję sobie sprawę, że mnie nie pamiętasz i być może się mnie boisz. Pamiętaj jednak – ani Ciebie ani Amelii za to nie winię i nie mam do Was ani kruszyny żalu. Nie jesteście odpowiedzialni za to, że rozłączono nas fizycznie i emocjonalnie, że straszono i kłamano Wam na temat Waszej sytuacji. Musicie zrozumieć, że to nie ja, lecz Sąd nakazał byście powrócili do Waszego domu we Fremont. Decyzje sądu były i ciągle jest łamana, lecz nie przeze mnie.
Wasze obawy są bezpodstawne, gdyż nigdy nie zrobił bym nic, by was zranić lub Wam zaszkodzić. Staliście się bronią w walce ze mną, i to jest smutne.
Ewidentnie, wasza ciocia wydaje się mieszać w nie swoje sprawy. Jawnie i bezprawnie ingeruje w nasze relacje, zamiast zająć się własną córeczką. Ktoś powinien jej przypomnieć, że adoptowane dziecko nie jest pieskiem lub lalą, która ma jedynie pomóc w wypełnianiu swoim niespełnionych marzeń lub rozczarowań, a którą można porzucić lub podrzucić jak się jej znudzi. Ciocia Kasia jest na urlopie macierzyńskim by zajmować się własną adoptowaną córeczką, troszczyć się o nią. Urlop macierzyński nie służy do bawienia się w odgrywanie roli „mięśniaka” dla własnych siostrzeńców. Jej rolą jest wychowywanie własnego dziecka i budowanie z nim więzi emocjonalnych (więzi, które od lat tak skutecznie i konsekwentnie niszczy w Waszym przypadku), a nie ingerowaniem w cudze życia, znęcaniem się psychicznym nad Wami i nade mną.
Dzisiaj moje słowa są bardziej skierowane dla dorosłych, a nie dla Was. Możecie dzisiaj nawet je odrzucić – no cóż. W przyszłości jednak pozwolą Wam zrozumieć przez jakie piekło musiałem przechodzić, aby móc się jedynie zobaczyć z własnymi dziećmi. Dziećmi, które inni celowo okaleczyli jedynie po to, aby mi „udowodnić”.
W zbliżający się czwartek będzie następne spotkanie w Sądzie, gdzie może zapaść taka lub inna decyzja . Bez znaczenia jednak na to co stanie się za tydzień, mam nadzieję, że nadchodzące wakacje razem z Amelką wykorzystacie nie tylko na odpoczynek od nauki, ale również zastanowicie się nad moralnymi postawami jakie powinny cechować dzieci Boga.
Przede wszystkim jednak, mam nadzieję, że mimo wszystko, uda nam się spotkać i spokojnie porozmawiać – bez stresu, bez złości i bez obaw; być może pójść na dobre lody, lub wybrać się na wycieczkę na Hel. Mam nadzieję, że mama znajdzie na tyle odwagi osobistej by ofiarować Wam i mnie taki dar – w imię miłości chrześcijańskiej.
Jeszcze raz chcę Was zapewnić o jednym- kochałem i kocham Was bardzo.
Całuję Wasze główki – Wasz Tata.
Podobne wpisy: