Takiej burzy nie było w okolicach San Francisco już od dawna. Firmy w większych biurowcach wypuściły pracowników wcześniej do domów, w wielu miejscach poobrywało większe konary z drzew, no i … ludzie musieli powyjmować parasolki ze szaf.
Całą noc słychać było przeraźliwy wiatr, a jeden z okolicznych kotów tak się wydzierał, że i Pepsi „musiała” się zdenerwować i poszczekać przez jakiś czas. Co prawda w naszym sąsiedztwie nie było ani powodzi ani nic się nie oberwało i nawet dostawa prądu nie została przerwana.
Oczywiście w prasie przedstawiono kilka „spektakularnych” zdjęć i (z pewnością) wszyscy w Polsce będą myśleć, że u nas jakiś większy kataklizm.
Znalazłem kilka fotek w internecie z dzisiejszego dnia:

Może później dodam więcej zdjęć.
Brak innych wpisów

